Dwa zwycięstwa i ostrożny awans
Tottenham Hotspur przystępuje do tego meczu w najlepszej formie w sezonie. Jak podaje [1], wygrał dwa kolejne mecze Premier League, pokonując Coventry City, a następnie wygrywając na wyjeździe z Chelsea. Odkąd James Maddison wrócił do wyjściowego składu, Spurs odnieśli te dwa zwycięstwa wynikami 3-1 i 2-0, a [2] zauważa, że dzięki nim klub wydostał się ze strefy spadkowej na 14. miejsce.
Szerszy obraz wciąż jest skromny. Przed tymi dwoma zwycięstwami zapisano remis 1-1 na Manchesterze United, domową porażkę 2-3 z Aston Villą (przegraną 2-3, choć gospodarze prowadzili 3-2) oraz bezbramkowy remis z Evertonem. Trzecia wygrana z rzędu byłaby wyraźnym krokiem naprzód względem tego nierównego schematu i pierwszym razem w tym sezonie, gdy Spurs zanotowaliby tyle zwycięstw ligowych z rzędu.
Na zewnątrz nastroje są pozytywne. Prowadzący podcast [3] Radio 5 Live opisują Spurs jako zespół, który się poprawia pod wodzą Roberto De Zerbiego. Ten odcinek jest jednak opinią i dyskusją, a nie informacją o drużynie, dlatego należy traktować go raczej jako tło niż dowód.
Składy: Maddison do dyspozycji, Fernandes ma zagrać
Najważniejsza kwestia dotyczy Jamesa Maddisona. W zeszłym tygodniu schodził z boiska z Chelsea, utykając, co wzbudziło pewne obawy. De Zerbi twierdzi jednak, że pomocnik będzie dostępny na sobotę, według [2]. To istotne wzmocnienie, zważywszy na to, przez co przeszedł Maddison: ciężko pracował po długotrwałej kontuzji więzadła krzyżowego i wcześniejszym złamaniu barku.
Timing ma znaczenie, ponieważ ostatnie wyniki Tottenhamu padły, gdy Maddison grał w pierwszym składzie. To niewielka próba, dwa mecze, i nie należy z tego wyciągać reguły. Sugeruje jednak, że trener woli mieć go w pełnej formie i zaangażowanego, a nie zarządzać nim z ławki.
W środku pola Mateus Fernandes ma według [1] zachować miejsce w składzie De Zerbiego, choć ten wybór oceniany jest jako prawdopodobny, a nie pewny. Ciągłość w środku pola to jeden z nielicznych wyraźnych wzorców w dostępnych informacjach i pasuje do zespołu, który właśnie dzięki dwóm wygranym utrzymał stabilność.
Palace przyjeżdża z problemami strzeleckimi, ale po pucharowym sukcesie
Crystal Palace ma trudny początek. Z ośmiu pierwszych meczów ligowych wygrali dwa, dwa ostatnie przegrali i w obu nie zdobyli gola, według [1]. Ich poprzednim wynikiem ligowym przed tym wyjazdem była porażka 0-5 z Brighton na początku miesiąca.
W środku tygodnia przyszła pewna ulga. [4] informuje, że Palace pokonał Fulham w Carabao Cup w środę i awansował do ćwierćfinału, przerywając serię czterech meczów bez wygranej we wszystkich rozgrywkach. Pierre Sage powiedział, że drużyna w drugiej połowie w meczu z Fulham wyglądała bardziej jak zespół, jaki sobie wyobrażał.
To rozsądny powód, by Palace czuł się lepiej, ale był to wynik pucharowy, a nie ligowy, a ich problem w lidze wciąż polega na zdobywaniu bramek. Tottenham z kolei stracił zaledwie jednego gola w dwóch ostatnich meczach, więc goście będą potrzebować ostrzejszej gry ofensywnej niż ta, która dała im dwa bezbramkowe remisy.
Co to oznacza
Tottenham zajmuje 14. miejsce w Premier League z 9 punktami po 8 meczach: dwie wygrane, trzy remisy i trzy porażki, z 8 zdobytymi i 10 straconymi bramkami. Trzecia wygrana z rzędu dałaby trzy punkty, a obecny dorobek stawia klub bliżej dołu tabeli niż góry, więc ten mecz ma realne znaczenie dla wyniku w tabeli.
Forma wskazuje na trend wzrostowy. Po remisie 1-1 z Manchesterem United Spurs wygrali 3-1 u siebie z Coventry i 2-0 na wyjeździe z Chelsea, zdobywając w tych dwóch zwycięstwach pięć bramek i tracąc jedną. Wcześniejsze wyniki na własnym stadionie, porażka 2-3 z Villą i bezbramkowy remis z Evertonem, pokazują, dlaczego tabela wciąż jest bardzo ciasna.
Ten mecz stawia proste pytanie: czy Tottenham zamieni dobry okres w nawyk w starciu z zespołem, który ma problemy ze zdobywaniem goli? Prognoza serwisu mówi, że tak. Daje Tottenhamowi 52% szans na wygraną, 26% na remis i 22% na zwycięstwo Palace, z przewidywanym wynikiem 2-1. To korzystny, ale nie przytłaczający faworyt, i pasuje do obrazu zespołu, który się poprawia, choć wciąż ma skromny bilans bramek. To, czy Maddison wytrzyma 90 minut, może zadecydować o tym, jak komfortowo będzie wyglądać to zwycięstwo.